Podboje Boya

Written by Anna M. Damasiewicz

4 marca 2018

Boy swoje lata ma. Czyli dziś to już Oldboy. Innymi słowy – od dość dawna możemy z nim obcować na różne sposoby. Wielokrotnie nieprzymuszona okolicznościami miałam okazję widzieć jego zdjęcie, podobiznę, portret (ten Witkacego podobizną jest w pewnym tylko stopniu, choć przyznać należy, że właściciel Firmy Portretowej buszował jedynie na peryferiach Czystej Formy), a nawet popiersie (gdy z preclem lub dwoma w dłoni/ach wybieram się na rytualny spacer po krakowskich Plantach). I za każdym razem występowało zjawisko tak zwanego dysonansu poznawczego. Bo cóż ja poradzę, że nieodmiennie dostrzegałam fizjonomię łączoną. Czyli złożona z wielu kawałków. Trochę Adolfa Dymszy, trochę Stefana Żeromskiego, jakaś cząstka Kazimierza Rudzkiego (wspaniałego polskiego Bustera Keatona, choć podkreślanie przynależności narodowej pozbawione jest sensu o tyle, że Keaton grał w filmach absolutnie niemych), a na dokładkę Wincenty Pstrowski, choć w żaden sposób Boyowi nie chciałabym uwłaczać. Cały ten portretowy puzzle układa mi się nieodmiennie w fizjonomię księgowego z prowincjonalnej fabryczki kredek świecowych i ołówków. Czy powinnam po tym jeszcze dodawać, że Boy miał na imię Marcjan (między innymi, na pierwsze wszak Tadeusz)? Co o tym wszystkim sądzić? Niezły man z tego boya, nieprawdaż? Taki melanż!

Spytam teraz z damskiego punktu widzenia: czy taka mieszanka ma walory wybuchowe? Czy to high explosive? Czy elektryzuje i doprowadza do palpitacji, choćby nawet metaforycznych? Czy przyciąga uwagę bardziej niż przykurzone okazy z wystawy roślin owadożernych? Czy budzi motyle w brzuchu i rozszerza nozdrza? Czy zwiększając górne ciśnienie tętnicze doprowadza hemoglobinę do stanu wrzenia? Dość, dość już tych partykuł pytających, w dodatku w intencji ewidentnie retorycznych, co nie oznacza, że zbędnych. Otóż nie, jeśli wykluczyć przypadki skrajnie ekstrawaganckie, które występują w przyrodzie.

Jednak dalsze pytania cisną się same. Może jakiś walor szczególny, jakiś akcent indywidualny, jakiś godny uwagi szczegół przemawia za Boyem jako mężczyzną? I znakomity Eugeniusz Bodo, i Marian Hemar w ścisłej kolaboracji z Ludwikiem Sempolińskim, nie wspominając już o wielkim Chaplinie, wszyscy oni sławili z wielkim sukcesem ten atrybut męskości, być może ówczesny symbol samca-alfa, którym także Boy zdobił swe lico – wąsik, ach ten wąsik, jako rym do „pląsik”). Czy w wąsiku tkwi jego tajemnica? Nie sumiastym, sarmackim, podwijanym i w piwnej pianie unurzanym, ale stricte modernistycznym, zgrabnie przyciętym, szczotkowatym lub raczej szczeciniastym. Może wśród tego włosia lęgły się jakieś szczególne feromony, które na swoje miano i reputację afrodyzjaku zapracowały dopiero wiele dziesiątek lat później.

Ale właściwie wszelkie te dywagacje psu na budę i funta kłaków niewarte, bo rzecz nie w tym, kto leciał na Boya, ale na kogo leciał Boy. Czyli czuł miętę. Przez domniemanie – która z dam miała najpiękniejsze uszy (że odwołam się do klasyka i kolegi po piórze Boya oraz jego imiennika, Dołęgi-Mostowicza, który się jednak z wąsem nigdy nie afiszował). Boy miał wielkie serce i czynił z niego użytek. I choć swoje lata ma, to kochane przez niego kobiety wciąż pozostają młode i piękne.

Powiązane artykuły

Trendy 2019

Trendy 2019

Podobnie jak w innych dziedzinach sztuki, także w projektowaniu okładek książkowych można wyróżnić pewne tendencje, które obowiązują przez jakiś czas, z reguły rok-dwa, by później ustąpić miejsca czemuś zupełnie nowemu. A prawdę mówiąc – może nie całkiem nowemu, bo wiadomo powszechnie, że wszystko już było.

OD-słowność

OD-słowność

Ponad dwa tysiące. Dużo czy mało? Cóż, to zależy. Ale jeśli dodam, że ponad dwa tysiące projektów okładek, to chyba zmienia postać rzeczy. Gdyby te książki ustawić, jedna obok drugiej, na półkach, to naprawdę zajęłyby niemało miejsca.